Dziś jednak chciałabym rozwinąć wątek wieku. O merytorycznych aspektach życia może innym razem.
Wracając zatem do wieku wspomnianej pani, miała jakieś 35 lat. Po powrocie do domu, kiedy moja mama pytała o wrażenia, nowych nauczycieli, padło również pytanie o osobę prowadzącą dorastającą młodzież. Z właściwą dziesięciolatce szczerością wypaliłam:
- Wiesz, ona jest taka bardzo stara. Taka w twoim wieku.
Teraz wydaje mi się to, poza tym, że niegrzeczne, to przede wszystkim absurdalne. Z perspektywy moich lat 40+ , trzydziestolatki to szczęściary, które już nie są podlotkami a jeszcze nie dojrzałymi kobietami. Co więcej, coraz bardziej powiększa mi się grono przyjaciół 50-60latków i jestem naturalnie zdumiona ile mają zachłanności życiowej i wciąż nowych planów do realizacji.
W minioną niedzielę byliśmy
nawet uczestnikami jednej z takich inicjatyw. Moi teściowie obchodzili Złote
Gody. Pomimo wielu wybojów w relacjach na drodze teściowa-ja, muszę przyznać,
że było baaardzo przyjemnie. Kiedyś miałam bardzo dobre relacje z mamą mojego
męża, bardzo ją lubiłam i ceniłam. Ostatnie spotkanie było jak jeden z tamtych
dni😊
Najpierw miałam duży kłopot z
prezentem. Wiadomo, że to kobieta w domu odpowiada za wizerunek rodziny,
mężczyzna zwykle mów: „będzie jak uważasz”. U was też tak jest?A dla ludzi i to teściów, z relacjami „na cenzurowanym” i takich, którzy właściwie wszystko mają, trudno wymyśleć niebanalny prezent. Cóż, jak nie wiesz, jak się zachować, to zachowuj się porządnie. – Postawiłam na klasykę. Mężowi się bardzo spodobało, więc zamówiłam kosz z 50cioma czerwonymi różami. Ale same kwiaty? – Trochę mało☹ Któregoś wieczoru zrobiliśmy sobie małą wojnę szarych komórek. Skoro nie mamy pomysłu na prezent dla rodziców, to może zróbmy prezent gościom? W konsekwencji kupiłam białe podkoszulki, opracowaliśmy co miałoby na nich być a mąż zajął się realizacją nadruków. Wyszło chyba fajnie, bo jubilaci dostali dwie wielkie torby spersonalizowanych tekstyliów, które rozdali żeby wszyscy jeszcze długo pamiętali ten dzień i okazję.
Po zamieszaniu z rozdawaniem koszulek, którego byliśmy powodami, teściowie zabrali swoich gości, zamówionym wcześniej autobusem na obiad do restauracji Venecia Palace w Michałowicach. http://hotelveneciapalace.pl/ Niesamowite miejsce, którego pomysłodawca, trzeba przyznać, że miał nieprzeciętną fantazję.
Na sam początek oficjalnej
uroczystości było 5 salw armatnich. Teść i teściowa na zmianę podpalali lądy a
ostatni wybuch był zainicjowany przez jedynego wnuka. Później, w trakcie
jedzenia, na wcześniej przygotowanym rzutniku wyświetlane były zdjęcia z
przeszłości jubilatów i ich najbliższych. Teściowie opowiadali, kto lub co jest
na prezentowanej fotografii i jakie znaczenie maiło to w ich życiu. Zdjęcia
były wyszperane i przygotowane przez synów więc i główni bohaterowie nie
ukrywali czasami swojego zdumienia😊
Najedzeni i napici zostaliśmy
zaproszeni na przejażdżkę po Warszawie. W trakcie podróży ojciec mojego męża
siedział z mikrofonem i komentował mijane miejsca.
Na koniec dojechaliśmy do
Karczmy w Pęcicach http://www.karczmawpecicach.pl/
, gdzie czekała na wszystkich kolacja. Ponieważ to niedaleko domu jubilatów,
była okazja do spróbowania pysznych nalewek, które są specjalnością lokalu.
Pyszna dziczyzna i na deser
gruszka w karmelu dopełniły wyjątkowość tego dnia. Było uroczyście, elegancko,
nietuzinkowo i bardzo rodzinnie. Nawet wiosenna pogoda szczodrze obdarzyła nas
cudownym słońcem. To był bardzo udany dzień podczas którego nikt nie myślał o
różnicach jakie towarzyszą w relacjach między członkami naszej rodziny.
Wszystkim Wam życzę takich
przerw w trudnych relacjach😊
I polecam miejsca, w których jedliśmy. Były skrajnie różne. Jedno
eleganckie, drugie folklorystyczne. Pierwsze warte widoków a drugie smaków😊








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz