czwartek, 30 marca 2017

Złote Gody

Kiedy miałam dziesięć lat i po beztroskich wakacjach właśnie zaczynałam czwartą klasę, pierwszego dnia w szkole przedstawiono nam nawą panią wychowawczynię. Do dziś ją pamiętam, bo łączyła nas szorstka przyjaźń; nazywała się Zofia Żołek. Teraz, gdy z perspektywy lat o niej myślę, to jestem pewna, że dzięki niej wypowiadam się poprawnie i deklinacja, stopniowanie i inne zawiłości językowe nie są mi obce. Bardzo nas „piłowała”. Była starą panną i całą swoją frustrację z nieudanego życia prywatnego przekładała na ambicje zawodowe. Pomimo jednak wszystkich, bardzo zauważalnych niedoskonałości charakteru była bardzo dobrym językoznawcą. Zabawne, nie wiem jak inni ale ja najbardziej pamiętam i szczerze doceniam tych, którzy najbardziej dali w kość😊)
Dziś jednak chciałabym rozwinąć wątek wieku. O merytorycznych aspektach życia może innym razem.
Wracając zatem do wieku wspomnianej pani, miała jakieś 35 lat. Po powrocie do domu, kiedy moja mama pytała o wrażenia, nowych nauczycieli, padło również pytanie o osobę prowadzącą dorastającą młodzież. Z właściwą dziesięciolatce szczerością wypaliłam:
- Wiesz, ona jest taka bardzo stara. Taka w twoim wieku.
Teraz wydaje mi się to, poza tym, że niegrzeczne, to przede wszystkim absurdalne. Z perspektywy moich lat 40+ , trzydziestolatki to szczęściary, które już nie są podlotkami a jeszcze nie dojrzałymi kobietami. Co więcej, coraz bardziej powiększa mi się grono przyjaciół 50-60latków i jestem naturalnie zdumiona ile mają zachłanności życiowej i wciąż nowych planów do realizacji.

W minioną niedzielę byliśmy nawet uczestnikami jednej z takich inicjatyw. Moi teściowie obchodzili Złote Gody. Pomimo wielu wybojów w relacjach na drodze teściowa-ja, muszę przyznać, że było baaardzo przyjemnie. Kiedyś miałam bardzo dobre relacje z mamą mojego męża, bardzo ją lubiłam i ceniłam. Ostatnie spotkanie było jak jeden z tamtych dni😊
Najpierw miałam duży kłopot z prezentem. Wiadomo, że to kobieta w domu odpowiada za wizerunek rodziny, mężczyzna zwykle mów: „będzie jak uważasz”. U was też tak jest?
A dla ludzi i to teściów, z relacjami „na cenzurowanym” i takich, którzy właściwie wszystko mają, trudno wymyśleć niebanalny prezent. Cóż, jak nie wiesz, jak się zachować, to zachowuj się porządnie. – Postawiłam na klasykę. Mężowi się bardzo spodobało, więc zamówiłam kosz z 50cioma czerwonymi różami. Ale same kwiaty? – Trochę mało Któregoś wieczoru zrobiliśmy sobie małą wojnę szarych komórek. Skoro nie mamy pomysłu na prezent dla rodziców, to może zróbmy prezent gościom? W konsekwencji kupiłam białe podkoszulki, opracowaliśmy co miałoby na nich być a mąż zajął się realizacją nadruków. Wyszło chyba fajnie, bo jubilaci dostali dwie wielkie torby spersonalizowanych tekstyliów, które rozdali żeby wszyscy jeszcze długo pamiętali ten dzień i okazję.
Po zamieszaniu z rozdawaniem koszulek, którego byliśmy powodami, teściowie zabrali swoich gości, zamówionym wcześniej autobusem na obiad do  restauracji Venecia Palace w Michałowicach. http://hotelveneciapalace.pl/ Niesamowite miejsce, którego pomysłodawca, trzeba przyznać, że miał nieprzeciętną fantazję.

 
 
 
 
 
 
 

Na sam początek oficjalnej uroczystości było 5 salw armatnich. Teść i teściowa na zmianę podpalali lądy a ostatni wybuch był zainicjowany przez jedynego wnuka. Później, w trakcie jedzenia, na wcześniej przygotowanym rzutniku wyświetlane były zdjęcia z przeszłości jubilatów i ich najbliższych. Teściowie opowiadali, kto lub co jest na prezentowanej fotografii i jakie znaczenie maiło to w ich życiu. Zdjęcia były wyszperane i przygotowane przez synów więc i główni bohaterowie nie ukrywali czasami swojego zdumienia😊

Najedzeni i napici zostaliśmy zaproszeni na przejażdżkę po Warszawie. W trakcie podróży ojciec mojego męża siedział z mikrofonem i komentował mijane miejsca.

Na koniec dojechaliśmy do Karczmy w Pęcicach http://www.karczmawpecicach.pl/ , gdzie czekała na wszystkich kolacja. Ponieważ to niedaleko domu jubilatów, była okazja do spróbowania pysznych nalewek, które są specjalnością lokalu.

 
 
 


Pyszna dziczyzna i na deser gruszka w karmelu dopełniły wyjątkowość tego dnia. Było uroczyście, elegancko, nietuzinkowo i bardzo rodzinnie. Nawet wiosenna pogoda szczodrze obdarzyła nas cudownym słońcem. To był bardzo udany dzień podczas którego nikt nie myślał o różnicach jakie towarzyszą w relacjach między członkami naszej rodziny.
Wszystkim Wam życzę takich przerw w trudnych relacjach😊 I polecam miejsca, w których jedliśmy. Były skrajnie różne. Jedno eleganckie, drugie folklorystyczne. Pierwsze warte widoków a drugie smaków😊

poniedziałek, 20 marca 2017

Dzień Świętego Patryka

Babcia mojego męża mawiała, że gdy była dzieckiem dni dłużyły się a czas od lata do lata wlókł się przeokrutnie. Im stawała się dojrzalsza, tym czas przyspieszał a dni stawały się coraz krótsze. Nie chcę rozważać tych słów przez własne doświadczenia, bo jakoś w ostatnich tygodniach czuję się, jakbym zjeżdżała na rolkach z całkiem stromej góry😊. Myślę, że w ogóle jakość i tępo życia bardzo się zmieniły. Jest może bardziej kolorowo ale i te kolory trzeba szybciej i rozważniej łapać😊. Kiedy ja byłam w wieku moich dzieci to chyba jedynym, takim świętem do celebrowania, był 1 Maja. Wtedy w pochodach maszerowało się, uśmiechało do wszystkich a cały świat wydawał się taki odświętny i kolorowy. Tak bynajmniej to pamiętam; słodko i euforycznie. Może mało to historycznie prawdziwe ale miałam szczęśliwe dzieciństwo więc i moje wspomnienia są wyidealizowane. Mam również świadomość, że to były bardzo siermiężne czasy z gerberami i goździkami a co najdziwniejsze dla dzisiejszej młodzieży, bez walentynek i obchodów dnia Świętego Patryka😊.Wtedy czas spędzało się z piłką na podwórku, grało w podchody lub spotykało na trzepaku. – Och, te trzepaki; ile one sekretów słyszały😊

 Odkąd świat zaczął maleć a granice się zacierać, zaczęliśmy przejmować od innych krajów różne zwyczaje. Moim zdaniem nie ma w tym nic złego, bo każda okazja jest dobra by miło spędzić czas a w miłym towarzystwie, miło się ziewa😊. Tym razem jednak nie będzie o ziewaniu.

Czy pisałam w poprzednich wpisach, że będzie wieczór celtycki w Pruszkowie? I czy uprzedzałam, że warto tam być, bo będzie fajnie? – Było cuu-doo-wnie😊

i zaczyna być mi głupio, że właściwie zawsze chwalę tamtejsze wizyty. Tym razem pominę więc ogólne walory lokalu, którego konsekwencja prowadzenia coraz bardziej zasługuje na uznanie. Brawo dla właścicieli.  W tzw. kręgach coraz głośniej mówi się, że tam zwyczajnie wypada bywać. www.ucieranietresci.pl

Ponieważ w tym roku Dzień Świętego Patryka wypadał w piątek, właściciele dla wygody uczestników, zabawę z tej okazji, przenieśli na sobotę. Pomysłem na wieczór była „eachtra” czyli multimedialny projekt sceniczny składający się z muzyki, tańca, animacji i narracji. Połączenie zespołu grającego muzykę celtycką – Jig Real Maniacs, formacji tańca irlandzkiego – Ellorien oraz Visual Jokeya- narratora przedstawienia.

Bardzo chcieliśmy uczestniczyć w tym wieczorze. Ponieważ tak się składa, że 19 marca są urodziny mojej przyjaciółki, namówiłam jubilatkę by zaprosiła wszystkich swoich gości do lokalu; -będzie miała załatwione jedzenie, picie, muzykę i tańce😊.
W cenie biletu, na początek był drink; piwo lub whiskey. Następnie podano zupę i drugie danie. Kiedy byliśmy najedzeni i napici przy instrumentach zaczęli gromadzić się członkowie zespołu. Pierwsza wyszła skrzypaczka. Wysoka bardzo szczupła dziewczyna, w krótkiej spódniczce w kratę. Przez cały czas przyciągała spojrzenia większej części widowni😊.

 
 

 
Utwory grane przez zespół muzyczny były przeplatane występami tanecznymi. Po kilku,  grzecznie wysłuchanych z miejsc przez publiczność, jedna z kobiet wyszła na środek sali i zaczęła tańczyć.  W dodatku trzeba przyznać, że całkiem sprawnie, jakby skoczne kroczki nie były jej całkiem obce.

 


 Jakie było zdziwienie lidera muzyków..? Wyjąknął tylko, że:
-Wprawdzie jesteśmy przyzwyczajeni do konwencji teatralnej ale jeśli państwo chcecie, to oczywiście możecie tańczyć. Proszę jednak opuszczać scenę podczas występów solistek”.
W konsekwencji szybko cały parkiet się zaludnił. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że widzowie chyba lepiej się bawili, niż przewidzieli to artyści i sama nie wiem, czy „pruszkowskie towarzystwo” okazało się kulturalnymi ignorantami, czy to raczej dowód na to, że do „kredek” przychodzą ludzie z dużym dystansem do siebie i wielką ochotą na dobrą zabawę?
Co do dystansu, to chyba tylko wspomnianemu liderowi go zabrakło. I to właściwie był jedyny minus wydarzenia.
Podczas przerwy w występach, poprawiał coś przy oświetleniu. My i sąsiedni stolik, przy którym zupełnie zbiegiem okoliczności posadzono naszych najbliższych przyjaciół z Komorowa:) grzecznie rozmawialiśmy na swoich miejscach komentując, jak bardzo nam się podoba. Nagle, na wysokości naszych oczu zobaczyliśmy....torebkę - po co właściwie szkotom torebka noszona na biodrach?
To wystarczyło naszej szalonej koleżance żeby poruszyć spódnicą owego jegomościa, że niby chce się przekonać, że pod kiltem nie ma bielizny.
Może Agata jest szalona ale z pewnością nie brakuje jej taktu i klasy, która nie pozwoliłaby jej posunęłaby się tak daleko. Z resztą, kobieta chciałaby zaryzykować taki widok, ponad nieogolonymi nogami w białych skarpetkach?? - Ten pan tego nie wyczuł. Wypalił tylko opryskliwie - "To było bardzo nierozważne, jak Pani śmiała?!"
Jedno zdanie i czar umizgującego artysty łaszącego się do publiczności prysł. Szkoda bo sytuacja nie była warta aż takiej reakcji. Na szczęście trafiło na inteligentnych:) ludzi i szybko "rozmasowaliśmy to po kościach":))


A dziś pierwszy dzień astronomicznej wiosny. To tzw. równonoc, czyli od dziś dni będą coraz dłuższe a nocy będzie ubywać. Wreszcie koniec z porannym wstawaniem po ciemku.
To również  Międzynarodowy Dzień Szczęścia.

- Więc, wiele szczęścia Wam życzę😊

czwartek, 16 marca 2017

Kolejny rok;)

Mam niesamowity czas. Chwilami czuję się jakbym brała udział w jakimś maratonie; biegnę w tłumie nie mogąc zmienić trasy i nie wiem właściwie dokąd zmierzam. Ojej, zabrzmiało trochę patetycznie ale już tłumaczę "co autor miał na myśli"))
Mija kolejny dzień a właściwie mogłabym całkiem wyjątkowo powiedzieć, że nawet kolejny rok)) ale wszystko pokolei))
W sobotę byliśmy na cudownym przyjęciu. Tak wiem, jest post i nie uchodzi ale mamy wspaniałych przyjaciół i w ich gronie nawet w okresie powściągliwości jest bardzo przyjemnie. Taka serdeczna atmosfera; bez nadęcia, bez sztucznych uprzejmości; ot kilka par małżeństw, którzy lubią spędzać wspólnie czas i dobrze się czują w swoim gronie. Pani domu, która była organizatorką, jest bardzo żywiołową osobą, zawsze uśmiechnięta i pełna energii. Dużo jej zawdzięczam; lubię jej mądrość życiową i wiem, że w trudnych chwilach mogę na nią liczyć. Mam oczywiście nadzieję, że nigdy nie będę musiała tego wykorzystywać ale to daje duże poczucie bezpieczeństwa))
W niedzielę miałam urodziny))) Właśnie minęłam statystyczną połowę życia. Wszystkiego dobrego moim rówieśnikom)))
Ponieważ mam teraz wiele pilnych spraw i jakoś nie po drodze było mi myśleć o własnym jubileuszu, czas obchodów i dmuchania świeczek przełożyłam na "za jakiś" czas. Byłoby jednak przykro nie zapraszając najbliższych na ciastko. Ponieważ moje dzieci nie znały pewnego, wartego polecenia miejsca, zabrałam wszystkich, czyli ze mną to aż cztery osoby); do Werandy. To kawiarnia/restauracja, z naciskiem na kawiarnia w Podkowie Leśnej. Wyobraźcie sobie, że w dobie McDonalds`a i wszędzie obecnych fast foodów, czekaliśmy na stolik ponad 20 minut.....-warto))
To miejsce słynie z tortów bezowych. Są naprawdę wyśmienite i podane w przepiękny sposób. Kolejny raz tam byliśmi i ponownie, pomimo całkiem sporej ilości stolików, chętnych do ich zajęcia było znacznie więcej. Wystrój całkiem jak z domu babci; stare szafy, etażerki wygodne stoły z krzesłami i kameralne okrągłe stoliki z wygodnymi fotelami. Wszystko w bieli z mnogością przeróżnych czerwonych dodatków. W centralnym miejscu są dwie lady. Na tle jednej kolekcja alkoholi, druga z paterami pięknie przygotowanych i udekorowanych ciast. Wypieki przygotowuje się na miejscu więc w powietrzu unosi się aromat słodkiej wanili, pomarańczy i świeżo mielonej kawy.
Można tam zjeść rodzinny obiad lub ograniczyć się tylko do deseru lub drinka. Karta jest bardzo duża i różnorodna z mnogością herbat, kaw, alkoholi i oczywiście ciast.
My tym razem, po kilku próbach selekcji zdecydowaliśmy się na bezę z brzoskwiniami, sernik czekoladowy, krem brulee i galaretkę z owocami. Czyż nie wyglądają pysznie?



 
 
 
Do tego herbata, oczywiście "birthday tea")) i elegancka kawa staropolska- było cudownie i dekadencko))))
Jeśli znajdziecie odrobinę czasu i ochotę na uzupełnienie kalorii to zachęcam. To raptem ok.30 minut kolejką WKD z centrum Warszawy.
A może przy tej okazji poznacie okolicę? Bo Podkowa Leśna to urocze miasto-ogród, porośnięta starodrzewiem i położona malowniczo wśród lasów. To wspaniałe miejsce na spacer lub przejażdżkę rowerem. Cóż, wiosna coraz śmielej o sobie przypomina i dni są coraz dłuższe.....może zatem do zobaczenia?)))

poniedziałek, 6 marca 2017

Wiosna

To był cudowny weekend. Pierwszy taki ciepły, słoneczny i prawdziwie wiosenny. Aż ssało by wyjść na dwór. Całą sobotę sprzątaliśmy ogród. Podcinaliśmy drzewa, grabiliśmy trawę i pakowaliśmy w worki pozostałości jeszcze jesiennych liści, które okrywały rośliny przed zimowymi mrozami.
To niesamowity widok, gdy z ziemi wygrzebują się pierwsze listki a patrząc na nie, przypominamy sobie, że pół roku temu zostawialiśmy tam cebule pięknych kwiatów. Nie jestem jakąś super ogrodniczką, brakuje mi konsekwencji i wiedzy ale uwielbiam ten niepokój, który towarzyszy mi przy obserwacji rosnących kwiatów. Zawsze jesienią staram się zakopać kilka nowych tulipanów i moich ulubionych żonkili po to, by przy pierwszych ciepłych dniach mieć wielką przyjemność z obserwacji ich wzrostu.
Panowie w naszym domu inaczej celebrują wiosnę. Każdego roku starają się zrobić nową budkę lęgową dla ptaków. Nie jakąś tam ale przewidzianą dla konkretnego gatunku. W tym roku powstała nowa budka dla sikorki. Mąż wymyślił jednak, że powiększy ją o parking na poziomie "-1"; to ta duża dziura na dole :)) Stwierdził, że gdyby sikorka miała dwóch towarzyszy, to gdy wejdzie do domku z jednym, drugi będzie mógł poczekać na parkingu/ w pokoju dziennym. - Ciekawe skąd mu coś takiego przyszło do głowy? Myślę jednak, że jako mądra żona z długim stażem chyba nie powinnam drążyć tematu?:))))


Kiedy nowa świeżo malowana willa suszyła się, mąż postanowił, że wyczyści starsze domki.

 
Pozdejmował, porozkręcał i poczyścił a kiedy już wszedł na drabinę by je zamontować ponownie.... spadł z niej. Nie, nie; spadł to mało powiedziane. Spaść można z łóżka na dywan. On i łamana drabina narobili niesamowitego huku. A ile mi narobił strachu, gdy podbiegłam i zobaczyłam go zaplątanego między szczeble tego, co jeszcze po drabinie zostało! Kidy sobie trochę poleżał i świadomie popatrzył na mnie zaczęliśmy odplątywać niemalże zasupełkowane ciało. W rezultacie, okazało się, że "tylko" poobijał sobie jedną rękę. Jakie mieliśmy w tym szczęście, że nie spadła na niego pancerna budka, ta brązowa, która jest taka ciężka, że ja z trudem ją dźwigam z ziemi. Przecież takie ptasie "M" mogło pozostawić dużo większy uraz. Ale nie ma co gdybać. Nie licząc połamanych szczebli, obolałe ramię i łokieć to na szczęście jedyne straty tegorocznej akcji "ptak". Szkoda tylko, że największym nielotem okazał się mój mąż.
Jak widać u nas było i straszno i smieszno.
Mam nadzieję, że Was ominęły bolesne zderzenia z rzeczywistością i w odpowiedni sposób spożytkowaliście wiosenną witalność:)

A dziś Europejski Dzień Logopedy. Pozostając w tematyce entomologiczno-ornitologicznej :)) proponuję kilka przedmiotowych wierszyków:

Za parkanem wśród kur na podwórku kroczył kruk w purpurowym kapturku, raptem strasznie zakrakał i zrobiła się draka, bo mu kura ukradła robaka.

W wysuszonych sczerniałych trzcinowych szuwarach sześcionogi szczwany trzmiel bezczelnie szeleścił w szczawiu, trzymając w szczękach strzęp szczypiorku i często trzepocąc skrzydłami.

.. i chyba najfajniejszy?

Trzódka piegży drży na wietrze,
chrzęszczą w zbożu skrzydła chrząszczy,
wrzeszczy w deszczu cietrzew w swetrze,
drepcząc w kółko pośród gąszczy.

Miłego, niestety deszczowego dnia ale przynajmniej nie będzie nas korcić, by wchodzić na drabiny:))