poniedziałek, 6 marca 2017

Wiosna

To był cudowny weekend. Pierwszy taki ciepły, słoneczny i prawdziwie wiosenny. Aż ssało by wyjść na dwór. Całą sobotę sprzątaliśmy ogród. Podcinaliśmy drzewa, grabiliśmy trawę i pakowaliśmy w worki pozostałości jeszcze jesiennych liści, które okrywały rośliny przed zimowymi mrozami.
To niesamowity widok, gdy z ziemi wygrzebują się pierwsze listki a patrząc na nie, przypominamy sobie, że pół roku temu zostawialiśmy tam cebule pięknych kwiatów. Nie jestem jakąś super ogrodniczką, brakuje mi konsekwencji i wiedzy ale uwielbiam ten niepokój, który towarzyszy mi przy obserwacji rosnących kwiatów. Zawsze jesienią staram się zakopać kilka nowych tulipanów i moich ulubionych żonkili po to, by przy pierwszych ciepłych dniach mieć wielką przyjemność z obserwacji ich wzrostu.
Panowie w naszym domu inaczej celebrują wiosnę. Każdego roku starają się zrobić nową budkę lęgową dla ptaków. Nie jakąś tam ale przewidzianą dla konkretnego gatunku. W tym roku powstała nowa budka dla sikorki. Mąż wymyślił jednak, że powiększy ją o parking na poziomie "-1"; to ta duża dziura na dole :)) Stwierdził, że gdyby sikorka miała dwóch towarzyszy, to gdy wejdzie do domku z jednym, drugi będzie mógł poczekać na parkingu/ w pokoju dziennym. - Ciekawe skąd mu coś takiego przyszło do głowy? Myślę jednak, że jako mądra żona z długim stażem chyba nie powinnam drążyć tematu?:))))


Kiedy nowa świeżo malowana willa suszyła się, mąż postanowił, że wyczyści starsze domki.

 
Pozdejmował, porozkręcał i poczyścił a kiedy już wszedł na drabinę by je zamontować ponownie.... spadł z niej. Nie, nie; spadł to mało powiedziane. Spaść można z łóżka na dywan. On i łamana drabina narobili niesamowitego huku. A ile mi narobił strachu, gdy podbiegłam i zobaczyłam go zaplątanego między szczeble tego, co jeszcze po drabinie zostało! Kidy sobie trochę poleżał i świadomie popatrzył na mnie zaczęliśmy odplątywać niemalże zasupełkowane ciało. W rezultacie, okazało się, że "tylko" poobijał sobie jedną rękę. Jakie mieliśmy w tym szczęście, że nie spadła na niego pancerna budka, ta brązowa, która jest taka ciężka, że ja z trudem ją dźwigam z ziemi. Przecież takie ptasie "M" mogło pozostawić dużo większy uraz. Ale nie ma co gdybać. Nie licząc połamanych szczebli, obolałe ramię i łokieć to na szczęście jedyne straty tegorocznej akcji "ptak". Szkoda tylko, że największym nielotem okazał się mój mąż.
Jak widać u nas było i straszno i smieszno.
Mam nadzieję, że Was ominęły bolesne zderzenia z rzeczywistością i w odpowiedni sposób spożytkowaliście wiosenną witalność:)

A dziś Europejski Dzień Logopedy. Pozostając w tematyce entomologiczno-ornitologicznej :)) proponuję kilka przedmiotowych wierszyków:

Za parkanem wśród kur na podwórku kroczył kruk w purpurowym kapturku, raptem strasznie zakrakał i zrobiła się draka, bo mu kura ukradła robaka.

W wysuszonych sczerniałych trzcinowych szuwarach sześcionogi szczwany trzmiel bezczelnie szeleścił w szczawiu, trzymając w szczękach strzęp szczypiorku i często trzepocąc skrzydłami.

.. i chyba najfajniejszy?

Trzódka piegży drży na wietrze,
chrzęszczą w zbożu skrzydła chrząszczy,
wrzeszczy w deszczu cietrzew w swetrze,
drepcząc w kółko pośród gąszczy.

Miłego, niestety deszczowego dnia ale przynajmniej nie będzie nas korcić, by wchodzić na drabiny:))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz