poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Kobiety w kręgu

Dla katolików kończy się czas postu. Czterdziestu dni, kiedy szuka się w sobie odpowiedzi na pytania kim właściwie jestem wobec siebie i innych ludzi? To też okazja do przywrócenia odpowiedniej równowagi miary rzeczom, w świecie, który oczekuje od nas potrzeby posiadania i gromadzenia dóbr wszelakich.
W ramach programu auto refleksji umówiłam się z moją przyjaciółką na ...robienie palem wielkanocnych:)) -Trochę sacrum w świecie pełnym profanum:)

W naszym domu zwykle sami robimy palmę. Zdarzało się wprawdzie, szczególnie, gdy dzieci były bardzo małe, że na ostatmią chwilę kupowaliśmy to, co było pod kościołem ale najczęściej jednak staramy się by była to okazja do wspólnego stworzenia czegoś, co jest wynikiem pracy nas samych.
Kiedyś podeszłam to tego tematu bardzo ambitnie i już latem, tuż przed żniwami, nazbierałam pęk różnych zbóż i suszyłam je w piwnicy przez całą zimę. Stwierdziłam jednak, że to zły pomysł, bo więcej było z tego kurzu niż ułatwienia i pożytku. Od tamtej pory poprzestałam na kupowaniu lub zbieraniu komponentów ale tuż przed wykonaniem tego pięknego symbolu wielkanocnego.

W tym roku święta przypadają w połowie kwietnia. To już pełnia wiosny:-) Mimo, że bazie już dawno wybuchły zielonymi listkami, kiedy koleżanka przyjechała ze swoją rodziną, wspólnie poszliśmy do lasu. Pod pretekstem odprężającego wiosennego spaceru uzbroiłyśmy się w sekatory i otworzyłyśmy głowy na dekoracyjne inspiracje.
Natura nie okazała się zbyt chojna. Właściwie, to z pustymi rękami wracaliśmy do domu. Jak sobie poradzić z samą krepiną i kolorowymi sznureczkami? Sam zapał i dobre chęci to czasem zbyt mało chyba, że....otworzy się oczy na wierzbowy zagajnik samosiewek, które rosną tuż pod moim płotem:)) -oj koziołku Matołku, błąkasz się po całym świecie i szukasz czegoś, co jest całkiem blisko:)) Kiedy w domu rozłożyłyśmy wszystkie zgromadzone materiały, okazało się, że jednak mamy z czego realizować nasze artystyczne plany:)




Nasi panowie zajęli się swoimi sprawami a my- trzy kobiety, plotłyśmy różyczki z różowej krepiny i upinałyśmy gałązki. Mógłby to być czas na ploteczki ale chyba każda z nas potrzebowała czasu dla siebie. Zupełnie naturalnie, uznałyśmy, że to czas naszych osobistych rekolekcji:) Mimo, że przez prawie trzy godziny byłyśmy wspólnie przy jednym stole nie miałyśmy potrzeby rozmowy. Każda z nas, zamknięta w swoim świecie i przeżywała ten czas na swój sposób. Czy to z mojej strony niegościnność? Czy to oznaka dalekich relacji między nami trzema?
Chyba nie, bo wydaje mi się, że tylko w bliskim gronie, ludzi bardzo nam oddanych możemy sobie pozwolić na luksus niemówienia. Podobno tylko z prawdziwym przyjacielem można sobie pomilczeć:))



To efekty naszego spotkania. Te którymi możemy się przed Wami pochwalić i te, które odnalazłyśmy głęboko w sobie, i pozostawimy sobie pod rozwagę.
Święty Paweł kończy Pierwszy List do Koryntian słowami: Maranatha; co oznacza- Przyjdź Panie Jezu. Myślę, że nieważne w jakiego Boga wierzymy. I nie ważne, czy za tydzień będziemy wszyscy krzyczeć Alleluja (https://pl.wikipedia.org/wiki/Alleluja/ ), istotą jest odnalezienie swojej prawdy, która pozwala nam utrzymać równowagę i zgodę z sobą samym.

Cudownego tygodnia Wam życzę:))



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz