Usłyszałam dziś zdanie, że warszawskie dzieci właśnie zaczęły ferie zimowe. Spojrzeliśmy z mężem po sobie, uśmiechnęliśmy się i czule westchnęliśmy:)) My swój tegoroczny zimowy wypoczynek musimy już niestety uznać za zakończony; - a było tak cudownie.
Odkąd pamiętam zima i narty kojarzyły mi się z Zakopanem. Widocznie takich, jak ja jest więcej, bo zrobiło się tam bardzo tłoczno, drogo i szalenie komercyjnie. Dlatego gdy znajomi w zeszłym roku rzucili hasło Krynica-Zdrój, z mężem powiedzieliśmy - czemu nie?
W tym roku wyjazd zimowy też zaplanowaliśmy w Krynicy. Jakie było nasze zdziwienie, gdy po przyjeździe, recepcjonistka, w hotelu Panorama, wręczyła nam klucze do znanych już pokoi:)) - Ktoś mi powiedział, że podobno dobrą praktyką hotelową jest meldowanie klientów w pokojach, które już kiedyś zajmowali, bo skoro wracają, to dlatego, że im się podobało.
Nie jestem pewna, czy aż tak mi się podobało ale faktycznie hotel ma coś w sobie. Coś, co powoduje, że jeśli jeszcze kiedyś odwiedzę to miasto, to z myślą o mieszkaniu w tym samym miejscu. Może to kwestia unoszącego się w powietrzu ducha PRLu?:) To jak cofnięcie się do czasów rodzinnych zakładowych wakacji, na które jeździłam z rodzicami w latach 70-tych? Nie ma tam wprawdzie trzeszczących parkietów ani atakującej boazerii, pokoje są nowoczesne, łazienki spore i czyste a obsługa hotelowa dba by zawsze były czyste ręczniki i zapas papieru ale jednak nie można tego miejsca nazwać nowoczesnym i prestiżowym. Z całą pewnością nie jest to hotel dla nowobogackich. To warunki dla oczekujących fanu nie szpanu:)
A całkiem poważnie, to z hotelowych okien rozciąga się przepiękna panorama na całe miasteczko, poza tym jest stół do bilarda, basen, sauna, fajnie zaopatrzony bar i duża stołówka z bardzo smacznym jedzeniem (dwa posiłki w formie bufetu). Do wszystkiego można się przyczepić, bo cały kompleks potrzebuje sporego doinwestowania ale myślę, że to bardzo dobre miejsce dla średnio zamożnych rodzin z dziećmi i tacy faktycznie przeważają wśród gości.
Krynica kupiła mnie swoim sanatoryjnym klimatem. Tu nikt się nie spieszy. W pijalniach wody można z obcą osobą porozmawiać o właściwościach "Jana", "Mieczysława" czy "Zuberka"..(to nazwy wód, wśród których każda jest preferowana na inne schorzenie). Na mieście jest wiele miejsc, gdzie można miło spędzić czas.
My lubiliśmy w godzinach przedpołudniowych skusić się na kawę lub czekoladę z pysznym ciastkiem lub kieliszeczkiem czegoś dla dorosłych w Pijalni Czekolady "U Jana Kiepury". Bardzo miłe miejsce na leniwe rozpoczęcie dnia:) -siedząc w wygodnym fotelu, sączysz ciepłą czekoladę a przystojny pan Kiepura zalotnie patrzy w oczy..- istny dekadentyzm:)))
Ponieważ motywem przewodnim ferii były "ostre, męskie zjazdy" (dla niewtajemniczonych, każdy nasz wyjazd ma jakiś motyw przewodni:)), w ciągu dnia nie mogło zabraknąć czasu na sport.
Najlepsze warunki narciarskie i jednocześnie najdrożej jest na Jaworzynie. Dla mniej wprawionych, dobrze się jeździ na Słotwinach i na Tyliczu (tu mają fajną wypożyczalnię sprzętu i bardzo przystępne ceny).
Wracając z wspomnianego Tylicza, warto nadłożyć drogi i wstąpić do Muszyny. Tam na zapomnianym ryneczku jest budynek, który bynajmniej nie zachęca do odwiedzenia, z napisem "Szarotka". To cukiernia, chociaż chyba powinnam raczej powiedzieć "wehikuł czasu dla kolekcjonerów smaku":) Cudowne, klimatyczne miejsce z pianinem, palącym się kominkiem i cudowną panią za szklaną ladą. A na ladzie ciasta, ciasteczka, czekoladki i galaretki wszystkie ułożone równiutko i smakowicie. I wszędzie unoszący się aromat kawy i czekolady. Stojąc tam czułam się jak wyjęta z kadru filmu "Czekolada" z Juliette Binoche. Niesamowite uczucie:))
Wieczorami, po fizycznym wysiłku, dla odprężenia i w ramach wieczornego spaceru często odwiedzaliśmy karczmę "Pod Zieloną Górką". Mają tam smaczne jedzenie i niezłe piwo. Ponieważ mi jest zawsze zimno, za namową ulubionej kelnerki Iwony, rozgrzewałam się napojami podawanymi na gorąco. Polecam specjalności zakładu, w karcie w rozdziale "nasze grzańce".
W zupełnie innym stylu jest Restauracja Cristal Patio. Tu panują raczej włoskie klimaty. Przy całkiem smacznej pizzy, fajnym drinku i muzyce na żywo można spędzić miły wieczór. Trzeba tylko uważać, bo z jakiegoś powodu ubrania wierzchnie tak przesiąkają zapachem z kuchni, że przez kilka najbliższych dni sama pachniałam jak fryteczka.
Jeśli komuś daleka jest dieta wegańska, serdecznie polecam tatara w Restauracji Łemkowskiej. Oryginalne piwo i góralska muzyka na żywo sprawiają, że miejsce jest lubiane a przez to i dość drogie. Szkoda tylko, że zamówienia "na kuchnię" przyjmowane są tylko do 21.30. Po tej porze obsługa traci zainteresowanie gośćmi i dyskretnie zaczynają sprzątać lokal:))
Reasumując, to był wspaniały czas odpoczynku i ładowania baterii. Teraz trzeba odłożyć narty do następnego sezonu, wrócić do pracy i obowiązków.....i planować wakacje:))
- Ojej, zrobił się 13sty dzień lutego; czy jesteście przesądni?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz