poniedziałek, 27 lutego 2017

Ostatki 2017

Karnawał właściwie skończony. W tym tygodniu Środa Popielcowa i zaczną się dla katolików przygotowania do świąt wielkanocnych. Ale ponieważ to nie jest miejsce ani na politykę ani na  jakąkolwiek indoktrynację, chciałabym pochwalić się Wam, tym jaką miałam cudowną minioną sobotę.
Już nie pierwszy raz byłam w pruszkowskiej restauracji Ucieranie Treści i kolejny raz jestem zachwycona. Chyba powinnam zgłosić się do właściciela lokalu, notabene przesympatycznego gadułyJ) po jakieś rabaty lajalnościowe, bo wszystkim mniej lub bardziej znajomym opowiadam, jaki to fajny lokal i coraz częściej spotykam tam znajome twarze. W ogóle, odnoszę wrażenie, że to się robi takie dobre miejsce na pobycieJ) z przyjaciółmi.
A wracając do soboty; restauracja organizowała ostatki. Już miesiąc temu byliśmy tam z „komorowskimi przyjaciółmi” na potańcówce. Wtedy koszt wejściówki to 20 złotych i mieliśmy do dyspozycji wygodny parkiet, zespół grający muzykę na żywo (bardzo fajnie grającyJ) i stoliki, przy których można było odpocząć a za dodatkową opłatą zamówić coś do jedzenia i picia z restauracyjnej karty. Spędziliśmy wtedy bardzo miły wieczór.
Tym razem było trochę inaczej ale trochę inaczej znaczy jeszcze lepiejJ).
Bilet wstępu kosztował 110 zł. za osobę. Specjalnie zaznaczam, że za osobę, bo wcale nie trzeba było kompletować się w pary bardziej lub mniej formalne. Już kolejny raz okazało się, że tam przychodzą ludzie, którzy chcą się pobawić, potańczyć i właściwie nie ważne z kim się przyszło, bo i tak wszyscy tańczyli ze wszystkimi i nikt nie ograniczał się wyłącznie do swoich współbiesiadników.
W cenie wspomnianego biletu było jedzenie i picie (bezalkoholowe). Dania na gorąco, przystawki, owoce i słodycze.
Pierwszy raz jadłam zupę chlebową. Spodziewałam się kwaśnego smaku a tym czasem było zupełnie inaczej i nie żałuję. Była opiekana ryba w sosie śmietanowym (bardzo smaczna), boczek pieczony, kotlety mielone, ziemniaczki pieczone i kasza gryczana okraszona skwarkami. Do tego surówki z marchewki i buraczków. Z rozsądku i wyrozumiałości dla samej siebie nie próbowałam wszystkiego ale wyglądało bardzo smacznie. Były też zimne przekąski ze śledziem, pasztetem, wędlinami i sałatkami np. z pieczonego buraka podawanego na rukoli, polana octem balsamicznym i moim zdaniem najlepsza a bardzo niepozorna, sałatka z kaszy pęczak, znałam ją z wcześniejszych wizyt w tym lokalu i absolutnie polecam; nigdy wcześniej i nigdzie indziejJ
Ponieważ to impreza ostatkowa nie brakowało faworków i ptysiów a dla bardziej wymagających był tort bezowy…..beza przekładana kajmakiem. -Tak wiem, już słyszę te komentarze, że to sama słodycz- ale do kawy, tak po północy? - mniam:))

Organizacja całej imprezy wspaniała, włączając kelnerów, którzy wciąż dbali żeby nic nie brakowało i dyskretnie sprzątali puste talerzyki ze stolików.
Jednak moim zdaniem, na wyjątkowe pochwały zasługuje zespół, który grał- „No i dobrze”.
Zabawne, bo to podobno my kobiety zwracamy uwagę na wszystko, szczególnie na inne kobiety a tymczasem, jeden z „naszych panów”, już na początku zabawy stwierdził, że dwie dziewczyny z zespołu są do siebie bardzo podobne, że to muszą być siostry.
Popatrzeliśmy na niego ze zrozumieniem. Faktycznie, obie brunetki z podobnymi fryzurami i o podobnej posturze. Ale przecież to jeszcze nie determinuje pokrewieństwa, prawda?
Jakie było nasze zdziwienie, gdy na koniec wokalistka powiedziała:

- Dziękujemy państwu bardzo za wspólną zabawę. Na gitarze ….; na perkusji….; na gitarze basowej…; na klawiszach grała i śpiewała - moja mama (!!!) Dorota, no i jeszcze ja- Kinga.
W tej chwili w powietrzu zapanowała niezręczna cisza a my wszyscy spojrzeliśmy na, jak się okazało, najbardziej spostrzegawczego z naszego grona. -Brawo ArturJ Brawo TyJ)
To była cudowna sobota i wspaniała impreza. Karnawał wprawdzie już się skończył ale jeśli jeszcze nie znacie lokalu to polecam, chociażby na sobotni lub niedzielny obiad z rodziną albo przyjaciółmi. Warto też zapamiętać nazwę zespołu „No i dobrze”, bo odnoszę wrażenie, że to nie był ostatni raz, gdy tańczyliśmy w tym gronie przy ich muzyceJ
A już całkiem na marginesie; -18 marca we wspomnianym miejscu z okazji święta Patryka jest organizowana Celtycka Podróż- spektakl muzyczno-taneczno-kulinarny. Może kogoś to zainteresuje, więc podaję linka:
My się chyba wybierzemy. Może więc do zobaczenia na miejscu?:))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz