- Czy macie może pomysł na prezent urodzinowy dla mnie?
Zapanowała cisza. Jej urodziny faktycznie były coraz bliżej
więc jako pamiętająca matka oczywiście, że miałam plan, który nawet zaczęłam
już realizować ale z ciekawości, badając teren odpowiedziałam, że chętnie
usłyszę, co konkretnego ma na myśli.
- Zawsze marzyłam o łyżwach i bardzo chciałabym je dostać-
odpowiedziała trochę zawstydzona.
Jakie było nasze zdziwienie. Zawsze z mężem staramy się by
dzieci miały wszystko, wszystko oczywiście w granicach rozsądku a przede
wszystkim naszych możliwości ale żeby łyżwy? Taka mała rzecz. Wcale nie poza zasięgiem
realizacji a dziecko mówi, że zawsze ich pragnęła. Jaka ze mnie matka, że wcześniej się tego nie domyśliłam?
Jeszcze tego samego dnia całą rodziną pojechaliśmy do dużego
sklepu sportowego w wiadomym celu. Ja i córka zagłębiłyśmy się w regały z łyżwami
a mąż z synem poszli szukać czegoś ciekawego dla siebie.
Gdy sama byłam w wieku moich dzieci, w sklepach nie było
dużo więcej niż rzędy pustych haków i butelki octu równiutko poustawiane na
półkach. Marzenia o łyżwach raczej trzeba było mocno schować, bo po co komu
rozczarowania? Za to teraz, z wielką przyjemnością patrzyłam, jak Karolina przebiera i zastanawia się czy woli skórzane
ale w konkretnym rozmiarze, czy plastikowe z możliwością regulacji długości
stopy? Gdy wybór padł na klasykę, pojawiło się kolejne pytanie- z futerkiem czy
bez? A jeśli z futerkiem to w środku, czy z wywiniętym kołnierzem i w jakim
kolorze? No i czy cholewka buta ma być gładka, czy raczej z wzorkami…? – och,
te kobiece dylematy J
Kiedy tak stałam i patrzyłam na te łyżwy, one zaczęły do
mnie mówić; przypominać o tym, że ja również zawsze chciałam mieć takie śliczne
białe figurówki. Uświadomiłam sobie, że posiadanie ich było również i moim,
bardzo głęboko skrywanym pragnieniem. Wiem, że to głupio pozwalać sobie na
realizację lekkomyślnych zachcianek dlatego szybko znalazłam wystarczające usprawiedliwienie
- ja również mam niedługo urodziny. Dlaczego więc nie mogłabym poczuć się jak
własna córka i poprosić o prezent spodziewajkę?:) Mąż uśmiechnął się tylko ze
zrozumieniem, pokiwał głową i poszedł z synem dalej oglądać wędki i spławiki.
W końcu, po jakiś dwóch godzinachJ wyszliśmy ze sklepu z dwiema parami białych
łyżew. Córka ma z delikatnej mięciutkiej skórki. Mi jest zawsze zimno więc
zdecydowałam się na wersję z futerkowym
ociepleniem wewnątrz. No i moje mają jeszcze śliczne niebieskie kwiatki z
boku..- jak szaleć, to szaleć J))
Taki zakup okazał się fajnym pretekstem na częstsze
spędzanie czasu z dzieckiem. Jak tylko mamy wolne popołudnie, umawiamy się po
pracy na lodowisko. Zresztą moje i tak zwykle wożę w bagażniku samochodu, bo przecież nie
wiem, kiedy akurat będę miała odrobinę czasu na ślizgawkęJ
A wy, czy macie jakieś marzenia, o których już dawno
zapomnieliście?
Hmm...
OdpowiedzUsuńChyba każdy je ma, a jak nie ma to znaczy, że i tak ma - tylko o nich nie pamięta.
Moim niespełnionym marzeniem była "ciuchcia elektryczna". Choć z czasem marzenie to wyblakło wręcz stało się niezauważalnie w czasie przezroczyste to uświadamia pewna prawdę życiową, pewną regułę, która nieubłaganie układa nam życiowe klocki w życiowe układanki. Kiedy czas wygumkował juz z czasem w mojej głowie chęć patrzenia na świat przez pryzmat kolei dywanowej zcedowalem owe marzenie scedowac na syna a samemu sobie stawilem zadanie zrealizowania tego. Czas mijał nacisku nie było moda nie objęła tego i kolejne pokolenie zostało przez kolejkę elektryczna objechane kolejowa obwodnicą.
Czytając dziś Iwona o owych łyżwach, a tym samym przekładając to na "kolejowy jezyk" zdałem sobie sprawę ze dałem się ponieść pradowi dnia codziennego kiedy to codzienne obowiazki wyznaczaja nam nasze male marzenia choć przez większość swego zycia wydawało mi się ze staje okoniem wobec każdego utarte schematu który próbuje mnie po swojemu ulozyc.
Ułożył.
Dziś "DYWANOWY ELEKTROWÓZ" mógłby stać na mej półce jako symbol. Sam nie wiem czego. Boję się nawet próbować to nazwać. ......