czwartek, 16 lutego 2017

Ukryte marzenia

Kilka dni temu, przy rodzinnym sobotnim śniadaniu, delektując się delikatnym smakiem jajka na miękko (to żelazne danie mojego syna, ja nigdy nie potrafię tak ugotować jajka, żeby żółtko było odpowiednio ścięte),  nasza córka, niemalże od niechcenia rzuciła pytanie:
- Czy macie może pomysł na prezent urodzinowy dla mnie?
Zapanowała cisza. Jej urodziny faktycznie były coraz bliżej więc jako pamiętająca matka oczywiście, że miałam plan, który nawet zaczęłam już realizować ale z ciekawości, badając teren odpowiedziałam, że chętnie usłyszę, co konkretnego ma na myśli.
- Zawsze marzyłam o łyżwach i bardzo chciałabym je dostać- odpowiedziała trochę zawstydzona.
Jakie było nasze zdziwienie. Zawsze z mężem staramy się by dzieci miały wszystko, wszystko oczywiście w granicach rozsądku a przede wszystkim naszych możliwości ale żeby łyżwy? Taka mała rzecz. Wcale nie poza zasięgiem realizacji a dziecko mówi, że zawsze ich pragnęła. Jaka ze mnie matka, że wcześniej się tego nie domyśliłam?
Jeszcze tego samego dnia całą rodziną pojechaliśmy do dużego sklepu sportowego w wiadomym celu. Ja i córka zagłębiłyśmy się w regały z łyżwami a mąż z synem poszli szukać czegoś ciekawego dla siebie.
Gdy sama byłam w wieku moich dzieci, w sklepach nie było dużo więcej niż rzędy pustych haków i butelki octu równiutko poustawiane na półkach. Marzenia o łyżwach raczej trzeba było mocno schować, bo po co komu rozczarowania? Za to teraz, z wielką przyjemnością patrzyłam, jak Karolina  przebiera i zastanawia się czy woli skórzane ale w konkretnym rozmiarze, czy plastikowe z możliwością regulacji długości stopy? Gdy wybór padł na klasykę, pojawiło się kolejne pytanie- z futerkiem czy bez? A jeśli z futerkiem to w środku, czy z wywiniętym kołnierzem i w jakim kolorze? No i czy cholewka buta ma być gładka, czy raczej z wzorkami…? – och, te kobiece dylematy J
Kiedy tak stałam i patrzyłam na te łyżwy, one zaczęły do mnie mówić; przypominać o tym, że ja również zawsze chciałam mieć takie śliczne białe figurówki. Uświadomiłam sobie, że posiadanie ich było również i moim, bardzo głęboko skrywanym pragnieniem. Wiem, że to głupio pozwalać sobie na realizację lekkomyślnych zachcianek dlatego szybko znalazłam wystarczające usprawiedliwienie - ja również mam niedługo urodziny. Dlaczego więc nie mogłabym poczuć się jak własna córka i poprosić o prezent spodziewajkę?:) Mąż uśmiechnął się tylko ze zrozumieniem, pokiwał głową i poszedł z synem dalej oglądać wędki i spławiki.
W końcu, po jakiś dwóch godzinachJ  wyszliśmy ze sklepu z dwiema parami białych łyżew. Córka ma z delikatnej mięciutkiej skórki. Mi jest zawsze zimno więc zdecydowałam się na wersję z futerkowym ociepleniem wewnątrz. No i moje mają jeszcze śliczne niebieskie kwiatki z boku..- jak szaleć, to szaleć J))
Taki zakup okazał się fajnym pretekstem na częstsze spędzanie czasu z dzieckiem. Jak tylko mamy wolne popołudnie, umawiamy się po pracy na lodowisko. Zresztą moje i tak zwykle wożę w bagażniku samochodu, bo przecież nie wiem, kiedy akurat będę miała odrobinę czasu na ślizgawkęJ
A wy, czy macie jakieś marzenia, o których już dawno zapomnieliście?

1 komentarz:

  1. Hmm...
    Chyba każdy je ma, a jak nie ma to znaczy, że i tak ma - tylko o nich nie pamięta.
    Moim niespełnionym marzeniem była "ciuchcia elektryczna". Choć z czasem marzenie to wyblakło wręcz stało się niezauważalnie w czasie przezroczyste to uświadamia pewna prawdę życiową, pewną regułę, która nieubłaganie układa nam życiowe klocki w życiowe układanki. Kiedy czas wygumkował juz z czasem w mojej głowie chęć patrzenia na świat przez pryzmat kolei dywanowej zcedowalem owe marzenie scedowac na syna a samemu sobie stawilem zadanie zrealizowania tego. Czas mijał nacisku nie było moda nie objęła tego i kolejne pokolenie zostało przez kolejkę elektryczna objechane kolejowa obwodnicą.
    Czytając dziś Iwona o owych łyżwach, a tym samym przekładając to na "kolejowy jezyk" zdałem sobie sprawę ze dałem się ponieść pradowi dnia codziennego kiedy to codzienne obowiazki wyznaczaja nam nasze male marzenia choć przez większość swego zycia wydawało mi się ze staje okoniem wobec każdego utarte schematu który próbuje mnie po swojemu ulozyc.
    Ułożył.
    Dziś "DYWANOWY ELEKTROWÓZ" mógłby stać na mej półce jako symbol. Sam nie wiem czego. Boję się nawet próbować to nazwać. ......

    OdpowiedzUsuń