Jeszcze wczoraj wieczorem, poznaliśmy starsze małżeństwo Polaków mieszkających w Hamburgu. Od 1982 roku w każde wakacje objeżdżają Francję.
Dowiedziawszy się, że wybieramy się do Marsylki zabronili nam jechać tam własnym samochodem.
Dziś, po niespiesznym śniadaniu, znaleźliśmy autobus, który miał zawieźć nas do centrum miasta. Córka (jedyna z nas francuskojęzyczna) u miłego kierowcy kupiła nam "bus-passy" (za 5,20 E) na cały transport miejski i pojechaliśmy szukać przygody;))
Zwiedzanie zaczęliśmy jednak spacerem przez Stare Miasto. To bardzo wyjątkowo piękne miejsca.
Urokliwe, kolorowe, wąziutkie uliczki biegnące między starymi kamienicami. Marsylianie mają bzika na punkcie murali. Wszędzie były namalowane na ścianach arcydzieła.
Krążąc malutkimi uliczkami kierowaliśmy się do Katedry la Major, nazywanej przez mieszkańców piżamą;)) To jeden z największych kościołów we Francji.
Zaraz przy Katedrze jest najsłynniejsze na Lazurowym Wybrzeżu Muzeum MuCem połączone ze Starym Fortem św. Jana. Nie można tego pomylić z niczym innym. Jedno to obiekt ultranowoczesny a drugi, zabytkowy i doskonale odrestaurowany.
Na przeciwko Starej Cytadeli ( to inna nazwa Fortu) na wysokim wzgórzu jest Bazylika Natre Dame de Garde. Można tam wejść pieszo ale upał i, jak myślę wyjątkowy brak poczucia humoru;)), zdecydowały, że wjechaliśmy tam autobusem- buuu, jakie to trywialne;)))
Z tarasów Bazyliki widać cudowną panoramę na miasto; rozlegle i położone piętrowo poprzyklejane na skałach.


Cóż, jaka jest Marsylia? - Z pewnością różnorodna architektonicznie, kulturowo i obyczajowo. Może nie tak piękna jak Lyon i nie tak ekskluzywna jak Nicea ale to, jakby porównywać kawior ze szprotkami w puszce; jedno i drugie znajdzie swojego amatora, wszystko tylko zależy od okazji;))










































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz