środa, 10 maja 2017

Chóry nie tylko anielskie


Zawsze miałam słabość do kultury, tej osobistej zgodnej z zasadami savoir-vivre https://pl.wikipedia.org/wiki/Savoir-vivre , który już dziś coraz mniej osób zna jak również i szeroko pojętej; wyrażanej przez teatr, sztukę czy odnajdywanej na stronach wartościowej książki😊 Czasami mam wrażenie, że nie do końca przystaję do dzisiejszych, szybkich i szalenie komercyjnych czasów, że ciałem staram się być tu a duszą jestem z moją prababką😊 Odczuwam wewnętrzny bunt na to, że zanika kultura obycia. Mam na myśli przepuszczanie kobiety w drzwiach, mówienie na ulicy dzień dobry osobie, której twarz jest nam znajoma, ustąpienie miejsca w autobusie staruszce lub podniesienie jej zakupów. Może to wina nowoczesności a może i same staruszki już nie są takie, jak kiedyś?
Gdy któregoś dnia córka powiedziała, że widziała pod blokiem swoich dziadków, starszą panią z siatami. Zaproponowała jej, że pomoże i zaniesie do klatki ciężary. Wtedy owa starsza pani obruszyła się, jeszcze mocniej zacisnęła swoje sprawunki i powiedziała kilka niemiłych słów odganiając moją córkę obcesowo.Tyle się słyszy o metodach „na wnuczka” i o agresji młodzieży, że starsza pani nie mogła uwierzyć, iż propozycja pomocy nie miała mieć nieuczciwego zakończenia. Takich przykładów jest wiele.
Koleżanka zaproponowała mi chodzenie. Wiem - brzmi …prowokacyjnie choć sprawa jest trywialna; -ot zwyczajne wieczorne spacery by kobiety w średnim wieku lepiej spały😊) . Z tą właśnie znajomą przy okazji któregoś wyjścia, rozmawiałyśmy o obyczajach. Obie nie tolerujemy, by kobiety pierwsze mówiły panom „dzień dobry” a tego, jak się okazało, oczekuje jej sąsiad od niej. Zdecydowane „nie” dla takich praktyk. Wiem, że feministki robią tu krecią robotę i panowie mogą powiedzieć „same chciałyście równouprawnienia i równego traktowania”. No niby tak ale wszystkiego z umiarem. Poza tym, żadne nabyte prawa nie spowodowały, że stałam się babochłopem. Ja nadal jestem kobietą i chciałabym by mężczyźni tak mnie postrzegali. Dlatego z uporem maniaczki zawsze uczulam moje bliższe i dalsze znajome by nie wtajemniczały mężczyzn w cały ten nasz świat „menstruacyjno tamponowy” a dzięki temu zachowamy metafizyczną woalkę tajemniczości płci pięknej😊 Czasami tak mało trzeba by facet chciał się przy nas czuć mężczyzną.
Taki mój mały świat troszeczkę z myszką, z miłymi Paniami i kulturalnymi Panami, znalazłam całkiem niedaleko.
Dwa miesiące temu dołączyłam do Towarzystwa Śpiewaczego „Kulturalny Komorów”. Koncert w ich wykonaniu usłyszałam przed Pasterką (2016), to był „Mesjasz” G.F.Handla cz.1 i mimo, że zupełnie nie znam się na muzyce a w szczególności Takiej, wpadłam po uszy. Kiedy więc w styczniu, zaproponowano mi udział w kolejnej części tego projektu, zgodziłam się szczęśliwa, że mogę spróbować. Zawsze gdzieś śpiewałam lub tańczyłam. Jako dorastająca panienka miałam nawet nie romans a całkiem długoletni związek z zespołem pieśni i tańca. Teraz to wprawdzie coś zupełnie innego ale przecież też muzyka i w dodatku z „wysokiej półki”; tym milej zapowiadała się ta przygoda😊 Tyle, że słowo „przygoda” było do pierwszej próby. Wtedy okazało się, że to jak przygotowywanie się do olimpiady, która będzie (już!!) za dwa miesiące; ciężka praca nad szalenie trudnym repertuarem. Ja laiczka, nieczytająca zapisu muzycznego widziałam tylko, że na pięciolinii bywało bardzo ciemno od gęstości nutek a niektóre z nich były  wyżej niż poziome kreseczki. Dla mojego nieszkolonego głosu to była masakra. To jak zdobywanie Mont Everestu bez czekanów i zimowego sprzętu. "Wieszałam się" już na rozgrzewkach a po próbach, zupełnie bezgłośnie wracałam do domu i cichutko kładłam się spać. Moich domowników przestało dziwić moje nałogowe picie oliwy😊 Jak teraz o tym myślę, faktycznie było bardzo ciężko ale warto. W minioną  niedzielę był pierwszy koncert. Podniosła atmosfera, panowie w garniturach, panie w czarnych sukniach, w powietrzu zdenerwowanie i trema; skupiony dyrygent smyczkiem dał znać i ruszyło...
Pierwszy koncert za nami. Bez większych wpadek. Nikt nie okazał się samozwańczym solistą😊 Było cu-do-wnie; miło i bardzo kulturalnie.
Moja babcia mawiała, że lepiej z mądrym zgubić niż z głupim znaleźć. Myślę, że z tą grupą ludzi, amatorów-zapaleńców, których siłą jest wiara w swoje możliwości, ufność w profesjonalizm dyrygenta Witolda i oddanie się idei nie bałabym się nic zgubić. Każdy podarował cząstkę siebie. Wszystkich nas poza muzyką łączy ogromna przyjemność z bycia razem. Możliwości pędzania czasu w swoim towarzystwie bez złośliwości, zawiści i zazdrości. To moja mała ojczyzna😊


Życzę Wam i sobie, by takich ojczyzn wokół nas było jak najwięcej😊

P.S. - A gdybyście chcieli sami dotknąć, tego o czym pisałam to najbliższa okazja w niedzielę 14 maja o 11;40 w kościele na Bielanach, ul. Dewajtis, później będzie jeszcze kilka okazji:

Serdecznie zapraszam😊

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz