W tym roku, nasz rodzinny urlop zaplanowaliśmy na czas wcześniej niż zwykle. Niestety
moja praca miała w tym spory udział. Nie mogłabym wyjechać w innym terminie, więc niestety kosztem
tego było pozostawienie córki w domu, bo studentka musiała wywiązać się ze swoich obowiązków uczelnianych.
Jeszcze przed szkolnym rozdaniem świadectw oderwaliśmy się, niemalże granatem,
od rzeczywistości i pojechalśmy tam, gdzie zwykle jest ciepło, powietrze pachnie
lawędą a na kolację wystarcza schłodzony soczysty arbuz popijany prosecco:-) Pamiętaliśmy to wszystko sprzed roku zatem wybór kierunku był dla nas zupełnie naturalny i oczywisty:)
W środę rano zapakowaliśmy mały samochodzik walizkami, śpiworami, poduszkami,
krzesełkami i stolikiem, namiotem, parasolem (specjalnym, który miał nie
przepuszczć promieni UV, bo w zeszłym roku mój cudny mąż zasnął na plaży pod
parasolem, spiekł się na raczka i obiecał sobie "nigdy więcej"). Co
jeszcze zmieściliśmy do samochodu, który na rynku uznawany jest raczej za mniejszy niż duży? -Cały świat; wszystko, co przez
dwa najbliższe tygodnie miałoby się okazać niezbędne w życiu "obierzyświata
amatora":-)
Jeszcze trzy lata temu, gdy ktoś zachwalał mi wypady pod
namioty i biwakowanie to patrzyłam na niego z dużym dystansem i udawanym
zrozumieniem. -"Może to i fajne ale z pewnością nie dla mnie! Ja,
(kiedyś:-) panienka z dobrego domu; obce jest mi bratanie się z mrówkami i
jedzenie z menaszki !! Jak widać, ''tylko krowa nie zmienia poglądów''. Mój
stereotyp campingowania został obalony. Nie tylko podporządkowałam się oczekiwaniom męża, znalazłam w tym całkiem przyjemny sposób
na spędzania urlopu ale w dodatku naszym entuzjazmem wręcz zarażamy innych i coraz częściej wśród znajomych słyszymy o podobnej formie wypoczynku.
W tym roku, kilka tygodni przed wakacjami zadzwoniła do mnie znajoma z zapytaniem o plany urlopowe?
- Pewnie pojedziemy do Włoch. Poprzedni wyjazd był cudowny. Tym razem chcemy zwiedzić
Rzym i okolice...
- Świetnie, więc dograjmy termin i my jedziemy z wami.
- Ale my, zaczęłam powoli, sami wszystko organizujemy i jedziemy... pod namiot. -Niepewnie i trochę
wstydliwie dodałam. -Rozmawiałam bowiem z artystką; projektantką mody tworzącą
pod własnym nazwiskiem. Jakie było moje dziwienie, gdy w słuchawce usłyszałam:
- Oj, to mamy mały kłopot, bo my nigdy tak nie byliśmy:(( nic nie mamy i nawet
nie wiem, co potrzebujemy? Ale wiesz, kupimy namiot, jakieś śpiwory i co tam
jeszcze..?
Nie wierzyłam w to, co słyszałam. Ewa? Szczuplutka, ruda, piegowata z burzą
włosów na głowie, taka eteryczna i delikatna....w dodatku projektantka, która
ubiera "znane nazwiska"? I ona chce spać pod namiotem?
Umówiliśmy się na spotkanie organizacyjne. Opowiedzieliśmy im o zaletach i
uprzedziliśmy o niewygodach. Nikt się nie wystraszył:-) :-) Już nie raz
różni znajomi w ostatniej chwili wycofywali się ze wspólnych wyjazdów i zwykle,
i tak jeździliśmy sami, więc i tym razem szykowaliśmy się tak, jakbyśmy mieli
znów być sami:-) :-)
Gdy przyszedł czas wyjazdu, zadzwoniła Ewa, że nie mogą planowo wyjechać ale
dojadą trzy dni później. - Acha, stały motyw, momyślałam:-) :-)
Pierwszą noc mieliśmy spędzić pod Wiedniem. To miasto nas wcale nie zaskoczyło.
Zeszłoroczny remont ulic, takie same korki i niesamity chaos..- wszystko po
staremu:-) Na camping https://pl.camping.info/austria/wiede%c5%84/camping-wien-s%c3%bcd-19373 dotarliśmy koło 19stej. Niestety już po zamknięciu
recepcji, co wydało nam się kłopotem. Szukaliśmy kogoś z obsługi pola ale znaleźliśmy tylko kartkę z
informacją: "Rejestracja czynna 9-17. Jeśli przyjechałeś po godzinach
urzędowania, znajdź odpowiednie dla siebie miejsce, korzystaj ze wszystkiego a
rano zgłoś się do rejestracji".
Niesamowite. Żadnego domniemania oszustwa, uniknięcia zapłaty..Skoro jesteś,
chciałeś zostać, to i zapłacisz:-) :-) .
Spaliśmy pod starymi cisami:-) Dwa wielkie drzewa, które pewnie były tam
przez ostatnie trzy stulecia:-)
Całe pole wyglądało jakby było na miejscu jakiegoś
przypałacowego parku. Stare, majestatyczne drzewa posadzone w alejach pomiędzy którymi przycupnęły namioty i rozgościły się na dłużej przyczepy campingowe.
Niestety tylko
po domniemanym, przez nas:-) pałacu nie było śladu. Jedynie na środku stały
pomieszczenia socjalne (łazienki, prysznice) i był tam też mały plac zabaw dla dzieci;
wszystko jakby na miejscu, gdzie kiedyś było coś zupełnie innego:-)
Rano obudziły nas ciekawskie wiewiórki skaczące po drzewach tuż ponad naszym namiotem. Wypoczęci, po pierwszym "menaszkowym" śniadaniu, rządni nowych przygód, uregulowaliśmy rachunek (ok 35 EUR za trzy osoby, samochód i namiot) i ruszyliśmy w stronę Wenecji...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz